Szlakiem mazurskiej The Hellish Cape LineWstecz

Szlakiem mazurskiej The Hellish Cape Line

Przygotowania do projektu HellishCape2001 trwały niemal pół roku. Sprawy organizacyjne; czarter łodzi, montowanie załóg i to, co dodaje w znacznej mierze kolorytu; przyjęcie wzorem słynnej Operation Sail własnego kryptonimu Operation HellishCape. Opracowano logo rejsu, wykonano koszulki, wszystko po to by wyodrębnić grupę na tle licznego nawet we wrześniowej aurze społeczeństwa żeglarskiego. Wreszcie zbliża się dzień wyjazdu. Ostatnie telefony ‘Co zabrać? Jak mam się ubrać? Bierzemy jakąś muzykę?’. Nikt nie jest świadomy tego co nam przygotowała pogoda w tym roku. ‘Brać dużo ciepłych rzeczy’ – mówiłem – choć sam do końca nie byłem przekonany. Przecież pływając wielokrotnie po sezonie, na początku września pogoda zazwyczaj dopisywała! No i stało się. Pech chciał, że wykrakałem! Pytane skippera Nadrowii, człowieka uczestniczącego w trzech rejsach morskich, o to jak widzę warunki meteo, jaka jest przeważająca pogoda na Mazurach o tej porze roku, wreszcie jak się spakować skwitowałem bez zbytniego zastanowienia: ‘spakuj się jak na morze’!

No i mieliśmy małą namiastkę morza...

010901; 0843 Wreszcie wyjazd!!! Odjazd pociągu relacji Wrocław – Ełk. Stacja docelowa: Niegocin. Miejsce zaokrętowania: Przystań Tajty. Jazda koleją upływała znośnie. Pociąg na kolejnych większych stacjach nabierał uczestników HellishCape. Tych którym z racji zamieszkania wygodniej było dołączyć na trasie wypatrywano i wciągano do przedziału.

...Poznań, Olsztyn...

Około 1900 znamy już nasze shipy. Jeszcze tylko formalności. Najmniej chyba przyjemna chwila: płacenie, kaucja... ostatnie uwagi armatora. Sztywny roler foka! Uważać! Problemy z silnikiem... a może ktoś przełączy zawór paliwa na internal!?! Wreszcie działa! Wszystko na jachcie jest w stanie używalności. Inaczej być nie może siedemset osiemdziesiątka Ref jest przecież wodowana w lipcu tego roku! Nadrowia też nie ustępuje estetyką, choć jest jego starszą o rok siostrą. Nie możemy się doczekać sprawdzenia nautyki obu jachtów! Lecz teraz już noc. Trzeba odpocząć. Ruszymy z ranną bryzą...

020901; 0900 Nareszcie! Załoga! Rzuć cumy! Wraz z tą sakramentalną komendą (dość dwuznaczną z humorystycznego punktu widzenia: ‘...nie będziemy żuli’) czujemy jak w nas wstępuje duch ‘mazurskich Kolumbów’. Kurs szyper wyznaczył... południe! Jako SouthEnd przyjmujemy rozłożoną na wiele dni wyprawę na piękne skarpy piaszczyste jeziora Nidzkiego (zat. Zamordeje Wlk.). Czekamy na ostatniego załoganta Refa. Pierwszy przystanek nie jest daleko. To Wilkasy. Pierwszy dzień upłyną pod znakiem wczuwania się w łódkę. (co dwie łódki...) Teren działania: Niegocin. Typowe kółeczka, zwrotówka na maxa! Wieczór to pierwsza impreza mundurowa. Najpierw przy piwie, potem potańcówka w PTTK-u na górce... uuuu! Człowiek się trochę zwiózł! No i dobrze! Przecież to klimat początku!

030901; 1100 Kurs na S. Niegocin, Kanał Kula i SW. Liczne kanały mijają dość znojnie. Nic się nie dzieje... o! Pole kukurydzy! Gorące ‘złote kolby’ z solą okazują się być doskonałym środkiem na poprawienie morale załogi, która, zwłaszcza w gronie pływających po raz pierwszy, zaczynała zapewne kojarzyć żeglarstwo z innymi sportami (o zgrozo) motorowodnymi. Przyglądając się motorówkom mijającym nas dało się wyczuć zazdrość o cyferki na korpusie silnika i jak ma się 115k YAMAHA do 5k MARINER? Lecz nie oto chodziło! Sprawę uratowały częściowo pod koniec tego dnia Tałty. Noc. Tym razem na dziko. Ognisko... Nerwowe telefony ‘...to przyjeżdżasz, czy nie? ...NIE! Jest klapa! Pierwsze niepowodzenie. Człowiek na którym najbardziej polegałem... Jestem w plecy z kasą za jedną osobę! Nie mogę przecież powiedzieć: ‘Słuchajcie, skoro on nie przyjedzie może złóżmy się na niego’! Jeszcze podejmujemy próby, choć teraz już nieco rozpaczliwe zaciągnięcia kogoś ze znajomych na last minute. Nie wierzę za bardzo w powodzenie tej akcji...

040901; 0900 Powrót na szlak! Staram się nie myśleć o wczorajszym wieczorze. Teraz jest ranek! Znów początek zmagania z wiatrem. Oczywiście droga na południe i Tałty - Mikołajki. Na Tałtach, jak zawsze można mieć fordewind lub ‘w mordę wind’, wieje tu prawie zawsze tylko z tych dwóch kierunków. Wiatr jest oczywiście S skręcający do SE... wiadomo! ...Gołębiewski, mosty, wreszcie mikołajski Król Sielaw. Widzimy jak za rufą na naszej fali kołysze się dostojnie... Mikołajki. Keja Wioski Żeglarskiej. Pracownik bosmanatu pędzi zedrzeć z nas skórę: ‘do 3h cztery złote!’ Zakupy i na wodę! ...Mikołajskie i wreszcie legendarne Œniardwy! ‘Hej spójrz stary spójrz, ta czarna chmura na nas wali...’ Wiatr tężeje... to już nie jest trójka na Tałtach. Tu mamy już 5-tkę wiatr z kierunków NW leje nas w dupę... no i oczywiście leje dosłownie. Nie widać wschodniego brzegu. Fala podniosła się na tyle że szlak wytyczny bojami nie jest już widoczny. 6 do 7B. Identyfikacja brzegu utrudniona, refy... krytyczne zwroty przez rufę, choć wykonywane delikatnie ciągną za sobą dość stanowcze konsekwencje. Pierwszy raz widzę jak mocno przy w pełni wyluzowanym grocie przegina Refa, a przecież to baksztag. Rzut oka na okolicę... nigdzie białego żagla! To nie rozsądne płynąć dalej. Decyzja: linia wiatru, zrzucić grota, zrefować foka... Czy nie za późno decyzja ‘grot precz’? Czy można bezpiecznie wyostrzyć przy tak doginającym baksztagu? Œwiadomość możliwości dalszego wzrostu fali i narastania siły wiatru powoduje, że odwlekanie decyzji wydaje się być kretyńsko nieodpowiedzialne... Ludzie na dek! Trzymać się! Do linii wiatru! Ty do likszpary, ty na fał grota! Reling! Ludzie reling! Zwrot na wiatr! Ster na burt! Po początkowym silnym przechyle jacht staje w linii wiatru. Grot precz... Jest grot precz... cholerne dirki LazyJacka! Pełno listwowy grot trzepocze na niemal sztormowym wietrze hucząc i strzelając niczym wystrzały armatnie... Tracę sterowność... jacht z racji wysokiej burty i silnego wiatru nie był skory do utrzymania się w linii wiatru, przynajmniej nie na tyle by pokonać pułapki direk czyhające na zrzucanego bardzo dynamicznego grota... odpadam... próbę powtórzymy... nabieram prędkości. Powtórny zwrot na wiatr... udaje się! Ref foka na 1/3... Wiatr spycha nas na kompleks wysp Czarci Ostrów – Pajęcza. Tam planujemy nocleg. Podejście do wyspy Pajęczej od zawietrznej... tu jest cicho i spokojnie. Wołamy na CB Nadrowię; kanał happy 7 ‘Ronio, Ronio, Ronio. Jak nas słyszysz!?’ nieco zaniepokojeni. Wiatr miał niezłą siłę, a rozstaliśmy się z nimi w Mikołajkach... może nie wypłynęli? Po paru wołaniach Nadrowia odzywa się! Po 0,5h jesteśmy już razem! Ok. 1700 wiatr traci na sile uspokaja się. Przyroda nagradza nas. Na krótko wychodzi słońce. Mamy mnóstwo tematów natury technicznej, wymieniamy spostrzeżenia o zachowaniu się jachtów w takich warunkach każdy ze skipperów przeżywa to jeszcze raz odnajdując błędy swych decyzji i starając się wypracować rozwiązania bezpieczne... refy zakłada się wcześniej, gdy wiatr istotnie narasta, jak należało uwzględnić dryf jachtu, choć na silniku lecz bez miecza przy silnym bocznym, przy podejściu do piaszczystego brzegu... Parę piwek, ognisko... jest wreszcie muzyka!!! Pracowali nad tym drugi z bosmanem chyba ze cztery godziny... noc.

050901; 1000 Wita nas słońce i totalna flauta! Wczorajsze groźne Œniardwy, dziś przypominają staw z gładką niczym lustro taflą wody. Te dwa tak dalece kontrastujące oblicza tego jeziora wprawiają załogantów w euforię. Niejednokrotnie nie pamiętając wczorajszych zmagań wołają rubasznie i drwiąco: ‘Co? To są Œniardwy...? Impreza na wodzie. Jachty zacumowane burtami. Brak wiatru, brak dryfu więc po co kotwica... herbata, kawa, śniadanie na wodzie. Załogi mieszają się; jedni poznają się, inni, starzy znajomi, rozprawiają na różne tematy... Daje się wyczuć atmosfera rozluźnienia panująca wśród ludzi. Kąpiel w jeziorze... 1400 Wcześniejsze słońce to już przeszłość. Poranny relaks dobiegł końca. Czas wracać na szlak. ...Seksty, kanał Jegliński... no i Karwik. Pierwsza śluza na trasie. Jest 1700. Operator śluzy twierdzi, że pracuje do 1500. Wiadomo o co chodzi... próba negocjacji. Ustalamy we własnym gronie maksymalną stawkę łapówy za jacht... to za mało, mimo, że kwota dwukrotnie przewyższa normalne stawki śluzowania... Jest 1800. Podejmujemy decyzję o pozostaniu w kanale śluzy na noc. Ognisko, goście z innych jachtów... Pierwszy raz lecą szanty z kasety na Refie!!!

060901; 1000 Œluza Karwik, dalszy ciąg kanału Jeglińskiego... Będzie Pisz, więc drugi intensywnie myśli nad zaprowiantowaniem. Paliwo się kończy, kingstone do opróżnienia... wszystko to załatwiamy w Marinie Camp Pisz i częściowo w mieście. Roś. Piękne jezioro. Choć podobne do innych, lecz położenie na końcu szlaku powoduje niewielki, niemal żaden ruch turystyczny, przez co nie widać na brzegach przy bindugach stert śmieci po sezonowych ‘pseudo żeglarzach’. Wiatr 4 i stabilny! Wymarzone warunki dla ‘badania maksymalnych momentów prostujących jachtu’. Nadrowia przeprowadza szkolenie załogantów. Każdy musi mieć rumpel w dłoni... talię wybierać, luzować, ostrzyć, odpadać... Ref przeprowadza akcję edukacyjną w nieco mniejszym wymiarze. Pojawienie się granatowej chmury wraz z kotłami burzowymi i wzrastający nieco wiatr do 5 zmusza do decyzji powrotu na ‘z góry upatrzone pozycje’. Binduga Hellish Cape znajduje się tuż przed pierwszym zakrętem jeziora, na lewym brzegu... Nazwę swą zawdzięcza ze względu na brak nazwy narzuconej (geograficznej). Imię nowego miejsca wyryto na drewnianym kawałku keii. Wieczór zapowiada się na wesoły, wzbogacony płomieniami, i gorzałką... ‘Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej’ mówi drugi serwując kolejną porcję ‘wściekłych psów’... Zabawa była przednia, różne tematy, długie rozmowy... To oficjalny wieczór pożegnalny dla naszej Refowej Załogantki. Jak tradycja każe, nie był smutny!

070901; 0830 Poranne słońce! Przed nami droga powrotna do Mikołajek. Tam odstawiamy Magdę! Warunki meteo z tendencją do zachmurzeń. Wiatr żeglowny 2 do 3B. Znów kanał Jegliński, Seksty... każdy klnie... jak zwykle znów wiatr w mordę... Œniardwy tym razem przeplatają niebo raz słońcem raz chmurą deszczową. Jest i flauta... czyżby cisza przed burzą? Wreszcie zerwał się silniejszy wiatr, lecz nie na długo, potem znów słońce... Promienie przedzierające się przez dziurawe chmury starają się współpracować z załogą nad tym aby do końca dnia było miło, bo przecież dla jednego z dzielnych Refian to ostatni dzień na Mazurach. Pływają ‘konserwy turystyczne’, szwaby robią z nami zdjęcia... Mikołajskie i cumowanie na noc. Ref po licznych, zakończonych niepowodzeniem, podejściach do darmowej, miejskiej keii wybiera płatny poler w Marinie Wioski Żeglarskiej. Tu pod Pagajem zaczynają się pierwsze śpiewy szant. Na początku nieśmiało, potem wraz z napływem złotego płynu, śmielej i śmielej... Nie udało się rozkręcić prawdziwej szantowej imprezy. To smutna refleksja lecz nie tylko moim zdaniem Pagaj stale traci na klimacie, a zyskuje na nie do końca idącej z duchem istoty żeglarstwa, komercyjności. Jest to również zasługa zbytniego spopularyzowania tego sportu jako sposobu na czynny wypoczynek dla mas, uprawianego dawniej z powołania i elitarnie a dziś prostacko, bez poszanowania dla przyrody... Załoga Nadrowii deklaruje samodzielnie pomoc finansową dla mnie z racji niedoboru załogi Refa. Do deklaracji dołącza Ref. Dzięki Wielkie! Można wreszcie myśleć o tym co przed nami z większą pogodą ducha (niestety ze względu na warunki atmosferyczne, tylko Ducha).

080901; 0700 Pobudka! Delegacja Refa żegna uczestnika HC2001. Życie się toczy dalej... zakupy, i na keję. Szybkie odejście tak by nie zapłacić za noc... udało się! 1100 Rzucamy się w pościg za Nadrowią, która port opuściła ok. 0900. Rejs przez Bełdany upływa pod znakiem opadów i 4B. Szkwali. Wiatr pechowy: w mordę. Dzielny człowiek żeglujący przed nami w pojedynkę strzela takie przechyły, że niemal wszyscy go podziwiamy. Opóźnienie nadrabiamy płynąc na silniku pod wiatr. Skarpy nidzkie są przecież daleko a tu późna pora. 12.00. Żagle staw! Rozpoczynamy halsówkę za Nadrowią. Jesteśmy w zasięgu CB, niedługo potem identyfikujemy wzrokowo kompanów. Ref przejmuje prowadzenie, idąc wolno, lecz bardzo ostro. Punkt zborny: ‘przed Guzianką po prawej na kotwicy’. Ref jest ok. 30 min przed Nadrowią. Jest czas na kawę, papierosa... ‘Ronio, Ronio, Ronio. Podaj swoją pozycję!?’ wywołujemy dla oszacowania czasu postoju. Po podaniu przez nas komunikatu ‘stoimy przed śluzą’ dowiadujemy się że dystans między nami na tej trasie wyniósł ok. 1,5Mm. Nadrowia dobija, składania masztu, oczekiwanie... wreszcie zielone światło dla nas. Wpływamy! Guzianka potrafi przerażać tych co po raz pierwszy się spotkali z taką różnicą poziomów. Niemal bez większych przeszkód udało się przeprowadzić manewry w kanale śluzy (poza drobnym wymuszenie ze strony jachtu na lewych cumach). Postój na obiad zarządzono zaraz za śluzą na j. Guzianka Wielka. Deszcz jaki towarzyszył nam podczas rejsu stopniowo odpuszczał naporowi promieni słonecznych wiercących coraz to większe dziury w chmurach... nagle ktoś zakrzykną jest! Tam! Tęcza! Nie, dwie tęcze! Widok był niesamowicie magiczny; na tle ciemno granatowej przysłoniętej chmurami wodzie odcinała się niebywale jaskrawie doświetlona skarpa leśna... i te dwie tęcze z których pierwsza niemal na wyciągnięcie ręki bo ok. 0,5 kabla wychodziła, zdawałoby się z keii, by zakończyć swój bieg na plaży, przed zboczem leśnym. Ruszamy dalej. Przez radio wywołujemy Nadrowię. Bez skutku. Poszli dalej. Mijamy Ruciane. Poszukujemy ich wzrokowo w porcie i wołamy przez radio. Wreszcie daje się usłyszeć sygnał nadany przez kolegów: ‘...przeszliśmy drogowy i kolejowy...’ Tylko tyle. Reszta meldunku była niezrozumiała. Dalsze próby nawiązania kontaktu nie powiodły się. 1800 Poszukujemy miejsca na nocleg. Jasne jest już, że dziś nici ze skarp. Wreszcie port ‘Pod Dębami’. Cumowanie. Udało się zawrócić przez radio Nadrowię. Tu nocujemy! ...jeszcze tylko zabawa w uprowadzenie koła ratunkowego... choć na Refie rozważano podstępnie także wyciągnąć na fale grota Nadrowii sporego worka foliowego zawierającego odpadki z Refa... ciekawie wyglądałaby taka bomba na topie!!!

090901; 0900 Poranek. Œniadanie, wyjście do miasta Nida. Poszukiwanie sklepu i po chwili pierwsze łyki 'gorzkiej'. Na tak zimny dzień to chyba jedyne rozwiązanie. Powrót na jacht i... na kurs. Dziś osiągamy wczoraj niedostępne dla nas skarpy nidzkie. Wiatr o sile 5 do 7, silnie szkwali... blisko szuwary... odchodzimy jednak od kei portu 'Pod Dębem' na żaglach z włączonym asekuracyjnie silnikiem. Pracujący na wolnych obrotach na luzie silnik gwarantował nam pomyślne wyjście w jezioro w przypadku stwierdzenia zbyt silnego dryfu. Po ok. 5 min. od postawienia żagli decydujemy się na refy. Zamierzamy zrzucić foka, grota, stanąć w cieniu wyspy na przeciwko portu i spokojnie założyć refy. Kłopoty z rolerem. Mieliśmy je już wcześniej... za długa linka refowa. Przy postawionym żaglu często wyskakuje z kołowrota. Kręcimy się więc zwrot za zwrotem na samym foku. Drugi szarpie się z rolerem i nagle krzyk Bosmana 'Grzyb! Grzyb! Człowiek w wodzie...!'. Jesteśmy jedyną jednostką, która może pomóc! Z portu miejsce wywrotki nie jest widoczne. Podejmujemy akcję ratowniczą... tylko ten cholerny roler. Jesteśmy ok. 0.5 kabla od rozbitka, poniżej względem wiatru. Roler udaje się wreszcie odblokować. Czas! Czas! Szybko silnik i na wiatr. W kambuzie gotuje się już woda. Mijamy człowieka, fala i silny wiatr oraz brak wiedzy na temat stanu człowieka nie pozwalają nam podejść burtą do wywróconej łodzi. Wychodzimy 0.3 kabla na wiatr, rzucamy kotwicę z dziobu i opuszczamy się z wiatrem na kotwicznej. Podbieramy rozbitka otwartą rufą Refa (T780), wyciągamy się na kotwicznej, silnik i do portu. Wzywamy przez CB na 9 kanale pomoc z 'Pod Dębem'...nic, brak odbioru. Starszy człowiek podjęty przez nas pływał przy tak silnym wietrze na Omedze... no cóż, trzeba trochę przewidywać! Stajemy w porcie. Czekamy na poprawę pogody. Nadrowia jest już bardzo daleko. Nie jest już możliwy kontakt przez CB. Planujemy postój na następne 24h. 1600 Poprawa pogody. Decyzja: Płyniemy za Nadrowią, która już powinna osiągnąć cel. Mamy 3 godziny opóźnienia. Na refach, halsówka, dwie godziny i... mamy skarpę i naszych znajomych z 'hellishcape team'. Podejście na dopychającym na foku. 2000 Jedna z pierwszych imprez wieczornych na Refie na której już wszyscy śpiewają szanty! Na zewnątrz wiatr hula, w mesie jest zacisznie, lecz nie cicho. Gwar i śpiewy...

100901; 1000 Senny dzień. Nadrowia wychodzi pierwsza. Ref organizuje wypad do pobliskich Krzyży w celach zaprowiantowania. Trzy osobowa grupa przedziera się przez las. Jest mapa, lecz każdy ma swoją koncepcję jak iść. Błądząc cel osiągnięty, 'gożka' zakupiona! Powrót na jacht i wypłynięcie. Wiatr 5 do 6 do lądu. Nie ma możliwości wyjścia na żaglach. Wysztrandowaną przez fale w nocy łudź ściągają trzy osoby brodząc w wodzie. Silnik dół odpalać i na wiatr. Ok. 1 kabla od lądu stawiamy foka i z wiatrem mijamy Krzyżacki Rożek. Na foku do Guzianki, tym razem bez przygód. Nadrowia ma 2 godziny fory. Œluza mija spokojnie. Jest luźno. Bełdany witają. Maszt góra, fok i spokojnie, choć na fali i ze szkwałami robimy kurs na Mikołajki. Za nami ludzie na jachcie klasy Nash postawili grota... tylko patrzymy jak go zwiną. Wiatr doszkwala do 7. Nieprzyjemnie się pływa nawet na foku przy takiej pogodzie. Zwroty przez rufę kwitują zakończenie manewru charakterystycznym strzałem wiatru w foka. Wspomniani towarzysze na Nashu mijają nas na kompletnym takielunku... nagle myk... i prawie leżą. No cóż. Po chwili grot dół i znowu zostają w tyle. 1730 Mamy wreszcie Mikołajki. Wieczór znów przy 'gożkiej' na pokładzie Refa. Odpoczynek. Jutro celem jest przystań na Tajtach. Długa droga.

110901; 1000 Samotnie przechodzimy kanały, stawiamy żagle dopiero na Jagodnym. Tu niemal wyłącznie steruje nasz drugi. Kanał Kula, j. Boczne i znów Niegocin. Wiatr szkwalisty 3 do 4B. Uwaga na prawo od szlaku do Giżycka liczne wypłycenia! 1550 Stanęliśmy na mieczu! Widać podwodną kapuchę. ‘Miecz góra, zdjąć kontrę na sterze’ jako klasyczne lekarstwo na takie przypadłości nie pomaga! ‘Bosak, bosak’... lekki wypych... ufff płyniemy. Jeszcze chwila i ‘...ster dół, miecz dół’. 1620 Idziemy kursem na główny giżycki. Znajdujemy się już prawie w torze żeglugowym. Na mieliźnie 0,5 kabla od naszej prawej grzęźnie na dobre jacht klasy Venus. Rozważamy awaryjne podejście dla pomocy na silniku. Oni siedzą mocno dnem. Próby załogi Venusa wypchnięcia jachtu nie powodzą się. 1630 Groźba podobnego przypadku na naszej łodzi, większej i cięższej decyduje o zarzuceniu pomocy, do czego przyczynia się ostatecznie fakt zauważenia płynącej od miasta Giżycka łodzi motorowej WOPR-u. Jeszcze tylko kanał miejski, most obrotowy... Kisajno i ...Tajty. Tu nocleg. Tuż przed cumowaniem Ref dowiaduje się o wydarzeniach w USA. Radio włączone. Klar na jachcie. Nikt nic nie mówi. Słuchamy w skupieniu... Wojna??? Port armatora naszych łodzi wybrano ze względu na drobne remonty na Nadrowii, związane z uszkodzonym mocowaniem bomu. Nadrowia wymienia akumulator. Wieczór zdominowany jest spekulacjami... długimi rozmowami, przerywanymi w momentach najnowszych wieści...

120901; 1130 Kolejny dzień. Wiatr do 4. Kurs na N do Sztynortu. Wiatr jak przeważnie w mordę. Zimno ale płynie się spokojnie do momentu wpłynięcia na akwen Kisajna. Tu fale 0.7 m i szkwali. Nie ma szans na zrobienie herbaty. Jest na szczęście 'gożka'. Drobny łyk co pół godziny i jest cieplej. W kokpicie tylko niezbędna dwuosobowa załoga. Nie możemy się doczekać Sztynortu. Jest poniżej 10 deg C i wiatr, teraz już ok. 6. Z oddali próbujemy wypatrzyć wejścia na Sztynorckie. Charakterystyczne siodło leśne od jeziora... poniżej na tle lasu majaczy biały punkt. To chyba znak kanału... Tak wreszcie. Jesteśmy przemarznięci i wszyscy dopytują się za ile dobijemy do keii. Podejście na silniku do pomostu portowego. Silny dryf... cuma na poler, łapać boję na rufie... knagi i przebieramy się w suche rzeczy. Pierwszy, Drugi i Bosman z Refa walą prosto do 'Zęzy'. Tu jest ciepło i ... piwo. Czas późniejszy trudno opisać. Niesamowita impreza z udziałem ludzi z polonii amerykańskiej i kanadyjskiej. Piwo leje się litrami. Nie zdążysz pomyśleć, a już stoi przed tobą kufel zimnego złotego trunku. Intonujemy nasze znane szanty i ... po chwili śpiewamy już wszyscy, cała tawerna! Rozmowy z Kapitanami Żeglugi Wielkiej, pływającymi na co dzień na olbrzymich 'konserwach' transportowych, Sternikami Morskimi, ludźmi biorącymi udział w nie jednych regatach oceanicznych... zacieśniamy więzy przyjaźni z Polskim klubem jachtowym 'Zawisza Czarny' w Kanadzie . Wymiana koszulek. Niesamowici ludzie! Potrafią się bawić. Œrednia wieku 40 - 50 lat... Nie wiadomo jak większość z nas wróciła na właściwą keję i odnalazła swój jacht.

130901; 1100 Piękna pogoda. Ciepło!!! Gardła zdarte i pić się chce. Kac targa głową niemiłosiernie. Chyba tylko ucieczka na wodę i zmaganie się z żywiołem jest w stanie przywrócić nas do stanu używalności. Wyjście na silniku. Fok na Darginie i kurs na NordEnd - Węgorzewo. Wąskie przejścia na Kirsajtach i dalej na Mamry... a tam długa fala 1,0 metra, wiatr 6 do 7. Jest ciepło tak potrzebne po dnach niemal zimy w lecie. Dzień zabaw na wodzie. Drugi zwisa na szelkach z cumy za burtą, niemal równolegle do powierzchni wody. Mówi, że balastuje... ale na samym foku? Skipper po powrocie z rejsu tak opisał ostatnie dni: 'Ludzie dzielą się na żywych, martwych i Tych co żeglują po morzu. Obyśmy wrócili żywi do domu.' To co jest istotą żeglarstwa poznawaliśmy od nowa niemal co dzień... Zmagania z żywiołem i niewygodą, choć w warunkach dalekich od morskich, odczuwaliśmy na własnej skórze coraz dotkliwiej; wilgoć, niezbyt przyjemna woń dobywająca się spod 'sonaru' wreszcie noc, choć nie zawsze senna. To niewielkie kamyczki w pasie brzegowym do 1,5m - jezioro Przystań - więc synonim bezpieczeństwa, spokoju i wytchnienia... Wysztrandowane łodzie nie ulegały jednak urokowi okolicy i przy najmniejszej nawet fali raczyły nas ferią dźwięków niepokojąco kojarzących się w ciemnościach raczej z rozrywaniem dna łodzi niż kołysaniem do snu... Przemykające myśli... czy to tylko hałas potęgowany przez mrok i wiatr, niegroźne leżenie dnem? Czy rano w zęzie pokaże się woda? ...czy jeszcze jest tam daleko na rufie silnik, koło... cholerna kotwica nie trzyma...

140901; 0900 Ranek rozwiał wszelkie wątpliwości. Nie taki diabeł straszny... Kurs na Mamerki; zaopatrzenie. Drugi kupował już tylko ryż 'zbiorówka już dawno się skończyła, stary!' Jeszcze bunkry II Wojny i znów na wodę. Żegnamy Przystań, Mamry przez Kirsajty na Dargin ciągniemy się dość długo szukając miejsca na nocleg, no i oczywiście nie raz udaje się zaburłaczyć w niezbyt zachęcająco wyglądających szuwarach płycizn Harszu ('jest! miecz góra!). Impreza na lądzie 'na dziko', ognisko... czuć klimat końca, mało rozmów, przeważają tematy poważne, życiowe, tak dalekie od tego co jeszcze niedawno można było usłyszeć z ust wielu... nie da się zmontować żadnej szanty. Dni rejsu znikały w równie szybki i tajemniczy sposób jak owej nocy ziemniaki wsypane w popiół...

15092001; 1100 Dzień 15 rejsu. To co zwykle. Œniadanie, kawa... ruszamy. Nadrowia zaczyna szybko odchodzić. 'Oddać cumy, wybierać na kotwicy, wypychać, kurs na wiatr...' wreszcie Ref rozwiną pełne 'skrzydła'. Warunki doskonałe dla zmęczonych zimnem, deszczem i niemal październikowym 'South Near gale'. Wiatr 3 do 5 zachmurzenie 100%, lecz nie pada i rokuje poprawę, żegluga bezpieczna no i... przechyły, gonitwa, czysta manewrówka na dwa jachty. Meta zabawy: macierzysty port obu jachtów. Jeszcze tylko Kisajno, kurs na Tajty... Ostatnie manewry pod żaglami. Jest teraz i słońce. Jest pięknie! No nic! Most drogowy, składanie pały, przeciągły gwizd w kanale sygnał naszego wejścia... ostatnią kroplę paliwa stary Mariner łyka terkocząc na rufie na wolnych obrotach... oby wystarczyło! Tylko aby w kanale nie zabrakło, zbiornik rezerwy suchy, prawa Marfiego? Udało się! Wystarczyło nawet jeszcze na podejście do keii! Ostatnie komendy na Refie: 'Kotwica dół, dziobowa na poler, wybieraj kotwiczną...

Zamknięcie HellishCape2001! Koniec... jeszcze ostatnia impreza na Nadrowii próbuje licznymi reminiscencjami wskrzesić wyczyny bohaterskich załóg, ludzie powoli wykruszają się... Teraz na Refie i Nadrowii jest już tylko po cztery osoby... Dobranoc!

160901; 0500 PiękPobudka na keii u Grzymały. Pełny klar, zdanie jachtu o 0800 i... ostatni kurs... Dom. Wrocław. Jeszcze rzut oka na Tajty z okna jadącego pociągu... Pożegnanie!

'Koniec sezonu gdzieś na cumach zległ...'

Tomasz Kotowski
http://hellishcape.prv.pl