Gazeta festiwalowaWstecz
Wywiad z Mirkiem "Kowalem" Kowalewskim z zespołu "Zejman i Garkumpel"

Red. Jakie myśli kołatały się Wam po głowie, gdy jechaliście do Wrocławia po raz pierwszy?

Mirosław Kowalewski: Było to wtedy, gdy jeszcze pterodaktyle w powietrzu latały: dinozaury, mastodonty, tudzież inne Gronusy. Oczywiście jechałem z tremą i ze strachem, tak jak teraz, zawsze z dreszczykiem emocji. W tej chwili mam o tyle komfort psychiczny, że wiem jaka jest tu publiczność. A jest ona tu bajkowa i jedzie się tu jak do swoich i nie jest to tylko mruganie w stronę publiczności.

Red. Masz minutę na życzenia i wyzwiska pod adresem organizatorów? Co powiesz?

MK: Przez minutę to za długo. Na razie powtórzyło się to co w zeszłym roku. Przyjechaliśmy o 4 rano do hotelu Piast I, rozpakowaliśmy się, po czym okazało się, że jesteśmy zakwaterowani w Piaście II (O piękne czasy! przyp. red.) Dzisiaj było dokładnie "abarot". Ale organizatorzy wkładają naprawdę sporo serca, robią sprawę z dużym rozmachem i to jest ważne. Chylę czoło przed ich zdolnościami organizacyjnymi. Jestem zwolennikiem tezy, żeby za jakiś czas "przeskoczyć" Kraków, ponieważ mimo mojej sympatii powolutku się on zmechanizował.

Red. Czego boicie się na wrocławskich Szantach?

MK: Boję się jak co roku, że mi wątroba nie wytrzyma z powodu znanej wrocławskiej gościnności. Ale jak się jedzie do przyjaciół, to się nie ma czego bać.

Red. Jesteś kuźnią anegdot, czy na temat Wrocławia powstały już jakoweś?

MK: Anegdoty pisze życie, które dookoła się dzieje. A tu obok idzie Gronus (kierownik artystyczny Szant- przyp. red.) jak spojrzysz na taką gębę, to już się można obśmiać: beczka śmiechu! Po co wymyślać anegdoty!

Red. Czy jesteś kowalem własnego losu?

MK: Staram się, ale to jest nieprawda. Ten kto mówi, że kuje swój los opowiada bzdury! Jesteśmy rzuceni na fale losu, meandry dnia, godzin i różnych przypadków. Daję się ponieść przeznaczeniu, daję mu szansę i staram się jak najmniej na niego wpływać. Póki co nie mam samochodu, nie posadziłem drzewa, potomka co prawda spłodziłem, napisałem 50 piosenek, mam przyjaciół we Wrocławiu i nie tylko. To sobie ukułem i to jest dla mnie ważne.

Red. Jak odkryłeś w sobie talent do tworzenia piosenek żeglarskich?

MK: To jest jak człowiek odkrywa w sobie, że się zakochuje w dziewczynie. Nie wiem jak to się dzieje.

Red. Jak to się jest, że jesteś konferansjerem na tylu imprezach?

MK: Jestem konferansjerem tylko dlatego, że jestem najprzystojniejszym mężczyzną od bieguna południowego po północny, ze względu na moją oszałamiającą przystojność, śliczne oczy, onieśmielający głos i takąż fizis. Oczywiście Państwo mi nie wierzą, mordę mam jak trampek, ważę 160 kg - może dlatego?

Red. Jakie akweny przemierzasz najczęściej?

MK: Absolutnie Mazury, tylko Mazury! Morze mnie nudzi, denerwuje, jest go za dużo dookoła.

Red. Dziękujemy za rozmowę.

Wywiad z Gazety Festiwalowej 2/93

Zimą 1999 roku "Kowal" na "Zawiszy Czarnym" pod dowództwem Waldka Mieczkowskiego dwukrotnie opłynął Horn !!!