Gazeta festiwalowaWstecz
Radość wspólnego zaśpiewu

Chyba w żadnej innej muzyce o podłożu ludowym nie ma takiej rozmaitości brzmień, rytmów, motywów, takiej mnogości wątków i nastrojów jak w szantach - marynarskich pieśniach pracy z pokładów wielkich żaglowców. Słychać w nich pieśni drwali i flisaków, przyśpiewki wiejskie, piosenki góralskie i wojskowe, operetkowe arie, walce, polki, i marsze, pieśni z plantacji Karaibów i odległych atoli Polinezji, nawet kołysanki dziecięce. Zaryzykować można stwierdzenie, że tkwi w nich cała muzyka świata z czasów, które zachwyciły współczesnych i potomnych najpiękniejszym dziełem stworzonym przez człowieka na morzu jakim były klipry i windjammery. Chyba również w żadnej innej muzyce, pieśni nie stanowiłyby tak doskonałej ilustracji życia i pracy swoich twórców, tak wiernej dokumentacji długich rejsów, przygód na morzu, historii statków, biografii kapitanów i tak bogatego opisu ludzkich uczuć, i namiętności, poczynając od dramatu zawiedzionej miłości, nienawiści do "rekinów z lądu" i okrutnych przełożonych, na tragedii katastrof i grozie śmierci skończywszy.

Nie ma w tym nic dziwnego. Warto pamiętać, że w czasach, kiedy rzadko, który marynarz umiał czytać, szanta i pieśń kubryku były rodzajem "muzycznej gazety", opisującej to co zdarzyło się wśród załóg ponad 4000 żaglowców, pływających po morzach i oceanach świata, w apogeum epoki żagli, to jest w drugiej połowie ubiegłego wieku. W czym tkwi rosnąca popularność szantowego muzykowania w Polsce, a staje się to powoli fenomenem, wykraczającym poza ramy zwykłej aktywności kulturalnej? Sądzę, że chodzi nie tylko o egzotykę tych pieśni i świadomość prawdziwego życia z przeszłości. Równie znaczący jest fakt, że szanty dzisiaj to nowa forma zabawy, wymuszająca z założenia wspólnotę śpiewu, co tworzy żywiołowość, pulsującą radość i swoistość atmosfery każdego spotkania. Nie spotkałem nigdy smutnego szantowego wieczoru i ta radość przyciąga. Przekląć twardą służbę, ułatwić wspólny wysiłek i uradować duszę - oto powody dla których dawny marynarz śpiewał na pokładzie. Ten ostatni jest dzisiaj chyba najbardziej znaczący. Shanty is a perfect social song - mawiają Anglicy. I mają rację.

Marek Siurawski Gazeta festiwalowa 2/1993