Gazeta festiwalowaWstecz
Postanowiliśmy sprawdzić co o "Szantach" wiedzą, co mają o nich do powiedzenia bardziej i mniej znani Wrocławianie.

Janusz Andrzej Myrta - dyrektor Wrocławskiej Delegatury NIK i Komandor Jacht Klubu AZS:

RG: Jesteś Komandorem JK AZS, Sternikiem Morskim, od dziesięciu lat (też jubileusz) żeglujesz po bliższych i dalszych morzach i oceanach, czy często śpiewasz szanty?

JAM: W większym gronie owszem, szczególnie w twoim towarzystwie a rzadko się ostatnio widujemy, ale niestety jestem trochę leń i z tego powodu nie nauczyłem się słów, tak że śpiewam tylko refreny.

RG: W ubiegłym roku JK AZS zorganizował wspaniały rejs po Norwegii. Odwiedziliście Wyspę Niedźwiedzią, wiele dni spędziliście za kołem polarnym. Czy w norweskich fiordach echo niosło słowa polskich szant?

JAM: Oczywiście. Szanty są niezbędnym elementem życia żeglarskiego na morzu a szczególnie po przybiciu do lądu, w towarzystwie dobrego Kapitana, np. "Kapitana Morgana" (marka rumu-przyp. red.).

RG: Jakie plany ma Jacht Klub na najbliższy sezon?

JAM: Znów północ. Trasa nie jest jeszcze sprecyzowana, ale ogólnie rzecz biorąc będzie to Norwegia, potem Północna Szkocja, Islandia, Wyspy Owcze. Szczegóły ustalimy niebawem.

Jarosław Broda - dyrektor wrocławskiego oddziału PWN:

RG: Czy zna Pan festiwal "SZANTY WE WROCŁAWIU"?

JB: Wiem, że odbywa się taka impreza.

RG: Coś bliższego wie Pan na ten temat?

JB: Festiwal znam tylko z mediów, ale temat żeglarstwa nie jest mi obcy ponieważ niedawno wydaliśmy "Encyklopedię Żeglarstwa".

Roman Kołakowski - poeta, dyrektor Przeglądu Piosenki Aktorskiej:

Festiwal "SZANTY WE WROCŁAWIU" znam bardzo dobrze. Jest to interesująca inicjatywa, którą jak wiele podobnych, należy wspierać. A jest ich wciąż za mało. Ja za każdym razem powtarzam taki przykład: w Berlinie w każdy weekend odbywa się więcej imprez kulturalnych niż we Wrocławiu w ciągu całego roku. Dlatego wszystkich, którzy cokolwiek robią w tym kierunku należy popierać, należy im pomagać. I nie mam tu na myśli tylko Szant, imprez muzycznych ale wszelkie działania kulturalne. Mówię to jako człowiek kultury i Wrocławianin. Chociaż z szantą jestem związany szczególnie jako absolwent Szkoły Żeglugi Śródlądowej. Najbliższa mojemu sercu jest piosenka szuwarowo-bagienna, gdyż Mazury przepłynąłem kilkanaście razy. GORĄCO POPIERAM SZANTY.

Krzysztof Myszkowski - lider zespołu Stare Dobre Małżeństwo:

RG: Znasz festiwal "SZANTY WE WROCŁAWIU" ?

KM: Oczywiście. Byłem parę razy, raz nawet się upiłem. Rumem.

RG: ?!?

KM: Tak. Siedzieliśmy z chłopakami z zespołu na widowni i wlewaliśmy rum do puszki z colą. Tylko że cola szybko się skończyła, mieliśmy tylko jedną puszkę.

RG: Lubisz szanty?

KM: Prawdę mówiąc wolę piosenkę żeglarską, taką jaką uprawia Rysiu Muzaj czy Jurek Porębski. Ja kładę nacisk na treści a np. Rysiek pisze piękne piosenki, które bardzo mi podobają. Rzeczy typu "ciągnij ją" trochę mniej, chyba że po rumie.

Eugeniusz Get-Stankiewicz - artysta plastyk, autor między innymi plakatów na Przegląd Piosenki Aktorskiej:

RG: Czy zna Pan festiwal "SZANTY WE WROCŁAWIU"?

EG-S: Znana jest mi nazwa. Wiem że odbywa się taka impreza, natomiast nigdy na niej nie byłem.

RG: Dlaczego? Nie lubi Pan szant?

EG-S: Ani lubię, ani nie lubię. O szancie wiem tylko tyle, że jest to morska pieśń. Ale ja w ogóle nie lubię "sprofilowanych" imprez muzycznych typu: festiwal jazzowy, countrowy, bluesowy czy np. szantowy. Wiem, że są ludzie masowo uczestniczący w takich koncertach. Można powiedzieć, że przyjmuję to do wiadomości tak samo jak istnienie filatelistów, których zbiorów nigdy nie będę oglądał chociaż szanuję ich hobby.

RG: Jak w takim razie traktuje Pan piosenkę aktorską?

EG-S: Dokładnie tak samo.

Paweł Kocięba-Żabski - dziennikarz, polityk, radny miasta Wrocławia:

RG: Że o "SZANTACH" słyszałeś to wiem, ale czy kiedyś na nich byłeś?

PK-Ż: Owszem, przed dwoma laty.

RG: Podobało Ci się?

PK-Ż: Pewnie że tak. Jest to świetna impreza.

RG: Nasz festiwal co roku boryka się z wieloma problemami: miejsce koncertów, finanse, itp. Niestety instytucje czy urzędy, które mogłyby nam pomóc, nie wykazują w tym kierunku zainteresowania. Być może ten festiwal jest niepotrzebny?

PK-Ż: Absolutnie jest potrzebny. Tłumy, które przychodzą na tę imprezę, a widziałem dwa lata temu, mówią same za siebie. Miasto z ambicjami artystycznymi, a takim jest Wrocław musi mieć u siebie tego typu imprezy. MUSI im pomagać.

Zdzisław Smektała - dziennikarz:

Szanty sż potrzebne, chociażby dla podtrzymania męskiego gatunku, ponieważ muzyka w głównym nurcie, moim zdaniem, zniewieściała. W szantach, jak w bluesie, jest życie są sprawy damsko-męskie, tęsknota, gorzała, zazdrość, siła szmalu, sprzedajne kobiety. Jestem przekonany, że "SZANTY" są potrzebne, bo gdy były wojewoda, Janusz Zaleski, do 2036 roku ( wcześniej nie zdąży) ureguluje nam Odrę, do Wrocławia będą wpływały dziesięciotysięczniki a na nich marynarze, którzy potrząsną miastem.

Tomasz Wołodźko - dziennikarz radia ESKA, radny miasta Wrocławia:

RG: Bywałeś na "SZANTACH" w poprzednich latach, czy wybierasz się w tym roku?

TW: Oczywiście pomimo tego, że moja córka ma chrzciny.

RG: Który raz odbywają się "SZANTY WE WROCŁAWIU"?

TW: He, he. Wiem, że jest dziesięciolecie. To już kawał tradycji.

RG: Teraz pytanie, które najczęściej pada: czy należy go organizować?

TW: Trzeba. Ja gorąco popieram ten festiwal. Wierzę, że będzie trwał wiecznie i że Wrocław będzie od morza do morza.

Paweł Skrzywanek - były dyrektor Wydziału Kultury i Sportu Urzędu Wojewódzkiego:

Na "SZANTACH" kiedyś bywałem służbowo, teraz z przyjemności. Uważam, że w ciągu kilku ostatnich lat we Wrocławiu powstały i zyskały ogólnopolską renomę dwie duże młodzieżowe imprezy muzyczne: "SZANTY WE WROCŁAWIU" i FPS "ŁYKEND". Obie są bardzo potrzebne. I jako obywatel tego miasta jestem zaniepokojony informacjami, które do mnie docierają, że władze miejskie i wojewódzkie nie wykazują żadnego zainteresowania tymi imprezami. Trzeba im pomagać ponieważ bez tego nie mają żadnych szans egzystencji.

Jacek Protasiewicz - dyrektor Biura Promocji Miasta Wrocławia:

RG: Bywasz na naszych imprezach, co sądzisz o "SZANTACH"?

JP: Jest to jedna z najciekawszych imprez muzycznych we Wrocławiu. Co roku jestem zdumiony jak liczne grono słuchaczy chce w tej imprezie uczestniczyć. Jest to muzyka, która się nie nudzi.

RG: Dobrze, że taki festiwal się odbywa?

JP: Jest to fantastyczna promocja dla Wrocławia, zwłaszcza że w ciągu tych kilku lat przerósł wcześniejszy, krakowski, festiwal "Shanties".

Edyta Łapka - koszykarka, rozgrywająca zespołu Polifarb CW Och! Wrocław:

RG: Pochodzisz z Krakowa. Czy byłaś na krakowskich "Shanties"?

EŁ: Tak. Parę lat temu.

RG: Wybierasz się na nasze koncerty?

EŁ: Tak, ale tylko w piątek. Krótką przerwę przed meczami o trzecie miejsce chcemy wykorzystać na odpoczynek w górach. Żałuję, że będę tylko na jednym koncercie.

RG: Żeglujesz?

EŁ: Raz jeden byłam na żaglówce. Miała dwa maszty, trzy żagle i było nas dziewięć osób.

RG: Może to była DZ-ta?

EŁ: Tak, tak. DZ-ta.

RG: Lubisz piosenki żeglarskie?

EŁ: Tak.

RG: A znasz jakšœ?

EŁ: Tak. O morzu. Mogę podać słowa: Było morze, w morzu kołek ...

Ewa Ślotała - koszykarka, skrzydłowa zespołu Polifarb CW Och! Wrocław:

RG: Wiesz co to jest "szanta"?

EŚ: Mniej więcej.

RG: Słyszałaś jakąś?

EŚ: W telewizji.

RG: Może wybierzesz się na któryś koncert?

EŚ: Być morze, chociaż bardziej chciałabym spróbować żeglarstwa.

RG: W każdym bądź razie zapraszam.

EŚ: Dziękuję.

Marcin Kliber - asystent wiceprezydenta Wrocławia Andrzeja Jarocha:

Wrocławskie "SZANTY" znam jeszcze z czasów szkoły średniej. Pamiętam jak w liceum w Dzierżoniowie wisiały plakaty, na to się jeździło. Festiwal jest bardzo dobry a oprócz innych zalet ważna jest ta, że poza dzisiejszym "śledzikiem", jest to dla mnie jedna możliwość kontaktu z morzem.

Andrzej Krzywik - szef restauracji w Klubie Związków Twórczych:

RG: Co sądzisz o "SZANTACH WE WROCŁAWIU"?

AK: Po pierwsze to chciałem powiedzieć, że jak zwykle wybieram się posłuchać szant, z córką! Jeśli chodzi o festiwal to jest OK.

RG: Dlaczego bywasz na "SZANTACH"?

AK: Jest to, moim zdaniem, jedyny neutralny rodzaj muzyki. Nie ma tam polityki, wydumanych idei, jedynych prawdziwych wartości, itd. Tego się po prostu słucha dla przyjemności słuchania. To trafia do ogółu. Ta muzyka jest najnormalniej w świecie komunikatywna.

Dariusz Stanek - dyrektor Wydziału Inicjatyw Gospodarczych Urzędu Miasta Wrocławia:

RG: Widujemy się często na różnych imprezach muzycznych, także na "SZANTACH".

DS: Oczywiście. Od dziesięciu lat, co roku, bywam na co najmniej dwóch koncertach. Od kilku lat z synem Grzegorzem, który uwielbia "Szanty Dla Dzieci". Jest to wyjątkowo udany pomysł. Koncert ten polecam wszystkim dzieciom i rodzicom.

RG: Na co wybierasz się poza koncertem dla dzieci?

DS: Z pewnością będę chciał zobaczyć koncert "Przebojów Dziesięciolecia".

Rozmowy przeprowadził Robert Gronowski.

Gazeta Festiwalowa 1999.