Tak o Szantach we Wrocławiu napisała Marta KolasińskaWstecz

XI SPOTKANIA Z PIOSENKĄ ŻEGLARSKĄ I MUZYKĄ FOLK SZANTY WE WROCŁAWIU 2000

Rok temu oprócz jubileuszu samego festiwalu świętowaliśmy we Wrocławiu 15-lecie Ryczących Dwudziestek. W tym roku też nie obyło się bez urodzin - piętnaście lat skończyły Cztery Refy.

"Szanty we Wrocławiu" z uwagi na to, że jako ogólnopolski festiwal praktycznie otwierają sezon szantowy, a jednocześnie pomimo dużej liczby publiczności mają atmosferę bardziej kameralną od krakowskich Shanties, świetnie nadają się do obchodów wszelkiego rodzaju jubileuszy. To jednakże dopiero w sobotę, a festiwal rozpoczął się w piątek.

Pierwszego dnia, w czasie koncertu "Muzyka Świata", wchodząc do wytwórni filmów fabularnych można było odnieść wrażenie, że na sali nie ma zbyt wielu osób. Nic bardziej mylnego- z tyłu faktycznie było raczej pusto, ale za to dojście pod scenę było strasznie trudne. Co ciekawe, z tego co widziałam, a dotarłam do sali około godz. 21, publiczność najlepiej bawiła się przy EKT Gdynia, pomimo obecności wielu znamienitych gości zza granicy. Czyżby publika wolała zespół, z którym można też pośpiewać?

W sobotę należało przede wszystkim odwiedzić Tawernę- tam 4 Refy przyjmowały życzenia od zaprzyjaźnionych zespołów: Mechaników Shanty, Pereł i Łotrów Shanghaju, Wikingów, a także Uli Kapały . Nie zabrakło wspólnych występów i szampana. Wszyscy bardzo miło spędzali czas: śpiewając, słuchając, rozmawiając, jedząc i bawiąc się z dziećmi.

Wieczorem "Żeglarskie przeboje" ściągnęły wszystkich do wytwórni. Tam prawie każdy mógł znaleźć coś dobrego dla siebie: od ballad Andrzeja Koryckiego, Jurka Porębskiego i Ryśka Muzaja, poprzez standardy Atlantydy, Mechaników Shanty i Smugglersów, piosenkę szuwarowo - bagienną Kowala, znane i autorskie utwory w wykonaniu Prezesa i załogi czy Przejazdem, po mocniejsze uderzenie w postaci zespołu Metiek Folk, który promował swą najnowszą płytę.

Niedziela upłynęła pod znakiem zmagań konkursowych. Niestety z powodu prób mikrofonowych nie udało mi się posłuchać koncertu dla dzieci. Może za rok.

Debiutanci występowali w Tawernie, przy pełnej sali, jednak aby wysłuchać wszystkich podmiotów wykonawczych trzeba było nie lada cierpliwości. Konkurs przeciągnął się trochę, dlatego opóźnił się koncert finałowy utrzymany w klimacie szanty klasycznej za sprawą takich zespołów jak Cztery Refy, Klang, Perły i Łotry Shanghaju, Ryczące Dwudziestki, Segars, Stare Dzwony czy Wikingowie. Szerszej publiczności zaprezentowali się także laureaci tegorocznej edycji konkursu. Były oczywiście i bisy- tu chyba największym zaskoczeniem, do tego obustronnym, był utwór wykonany a capella przez Ryczące Dwudziestki. "Menuet" Baccheriniego został bardzo dobrze przyjęty przez wielbicieli szant, a zespół dowiedział się, że przy muzyce poważnej też można się bawić.

Na pewno z czystym sumieniem można pogratulować organizatorom świetnej "oprawy technicznej" festiwalu. Plakaty wisiały dosłownie wszędzie, przydatne okazało się wyjaśnienie dotyczące dojazdu do wytwórni znajdujące się w hotelu (gdybyśmy je wcześniej przeczytali nie odbylibyśmy nocnego spaceru po mieście...). Dobrze, że koncert odbywały się w sali wytwórni, która nad zeszłorocznym kartodromem ma dwie duże zalety- o wiele lepszą akustykę i położenie w centrum. Za sceną znalazło się miejsce dla wykonawców, gdzie można było usiąść i porozmawiać. Jedynym minusem wytwórni była niska temperatura panująca w korytarzu ze stoiskami. Dobrym pomysłem była organizacja urodzin i konkursu w Tawernie, której kameralna atmosfera odpowiadała tego typu koncertom, szkoda tylko, że próby mikrofonowe tak bardzo się opóźniły.

I jeszcze jedno - we Wrocławiu była naprawdę wspaniała atmosfera, na szczęście pozbawiona "bombowych" wrażeń.

Marta Kolasińska